Paweł Sołtys, Sierpień:

Paweł Sołtys, Sierpień:

w512-u90

Trochę zaobserwowane na warszawskich ulicach, trochę przyswojone z różnych źródeł.
Cytaty:

Pamiętam, udzielałem kiedyś wywiadu dla telewizji, skleciłem podobną frazę. Zajmuję się wchodzeniem do wczoraj i potem dalej, ile się da, pod prąd czasu.

Ale pytania, które się we mnie z tych wielogodzinnych lektur rodziły, były chyba nietypowe. Długo zajmowała mnie kwestia, jak to możliwe, że istnieje ktoś, kogo nie ma i nigdy nie było. Jak to możliwe, że zagłowa wzrusza mnie i bawi, a składa się tylko ze słów i pomysłów pisarza? Dlaczego kibicuję Skrzetuskiemu jak samemu sobie, a z nas dwóch tylko ja naprawdę choć raz wziąłem oddech?

Zagadkowy uśmiech Buddy zawsze wydał mi się drwiną. Nigdy nie pojąłem fascynacji moich przyjaciół religią, która oferuje nic, a ich samych, jak zauważyłem, napełnia jakąś wyższością.

Karola Kurpińskiego w O muzyce w ogólności. Wszelkie poruszenie w naturze sprawia jakikolwiek dosłuch. Ogólnie nazwiemy dosłuchem np.., powiew wiatru, szmer, szelest, pisk, świerk, gwar, świergotanie, szczewiotanie, klaskanie, śmiech, bek, ryk, lżenie, krzyk, hałas, kołatanie, tętęt, szczęk, brzęk, świst, pęt, szum, bełt, turkot, łoskot, grzmot, burzę, zawichrzenia, huk, trzask, brzask, gwar stłumiony, ustanie, ściszenie, uciszenie. Na koniec milczenie i głęboka cisza. To wszystko z dołączeniem nawet głosu mowy ma niejaki ton, więc należy do muzyki.

Po przebudzeniu poczułem się dużo starszy niż w istocie jestem, jakbym już przeżył swoje życie do końca i teraz zostało mi ledwie kilka zapasowych dni.

Orientowanie wzięło się z sytuowania świątyni, tak by ołtarz wskazywał wschód, skąd miał ponownie nadejść Chrystus.

Jak wiemy od Teofrasta i Pliniusza, papirus stworzono z cibory, z łodyg tej rośliny. Budowano z nich też łodzie i na kształt wznoszono kolumny podtrzymujące dachy, co teologicznie nie jest bez znaczenia. Wiemy też, że kłącza i pędy jadano, a czasem także dolne części łodyg. Gdy rozpoczynano proces tworzenia zwoju, łodygi krajano w paski i zwilżone uklepywano w kratkę, a tak powstałe arkusze łączono ze sobą za pomocą kleju, którego składnikami były woda, mąka i ocet. Ten smak można sobie wyobrazić. Słodkawa, gęsta kwaśność.

Szukałem dla siebie miejsca bez krzyków i śmiechu, w którym mógłbym po swojemu przyjąć zmierzch.

Ronaldo, zapytany kiedyś, czy czyta książki, odpowiedział, że nie, że raz zaczął jedną i potem dziwne zdania i słowa latały mu po głowie. Abstrahując od tego, że to najpiękniejsza definicja literatury w ogóle, trzymam się tego systemu.

Stały tam tylko dawny hotel Forum i samotna ceglana ściana przedwojennej kamienicy z tablicą Tchorka, na której napis głosił, jak zawsze, miejsce uświęcone krwią Polaków poległych za wolność ojczyzny. Takich tablic od początku lat 50. powieszono 448. Dziś ostały się ponoć 164. Pamięć miasta zaciera się jak inne.

Dom stał gdzie indziej, z innymi ludźmi, w przemeblowanych przestrzeniach, z nowymi lokatorami, którzy powtarzają być może czynności poprzednich. Tak samo robią herbatę, kłótni mówią te same słowa, w tym samym miejscu pod ich wstąpnięciem skrzypi podłoga krótką skargą. nieświadomi, że odgrywają rolę tych od dawna przykrytych ziemią. Są pewni, że to ich życie, ich głosy, ich ciszę brane w nawias jęku karetek i śmiechu późno wracających sąsiadów.

Gdyby francuska umiała pamiętać i nazywać, gdzie byłbym w jej wspomnieniach? Pomiędzy osiecką wracającą z knajpy, a Jachiną, autorką Siekiery i motyki, za białoruskim generałem z wojny 1920 roku, czy koło Cybisa, suniącego się tędy 60 lat temu.

A potem jest już tak, że stoi się pośrodku miasta, pośrodku sierpnia i wszędzie jest tak samo daleko, albo może tak samo blisko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *