Antoni Słonimski, Obecność (felietony):
Po kawałku.
Cytaty:
Kiedyś gdy przyszedł i ojca nie zastał, dał mi książką i, powiedział: „Niech to kawaler odda panu doktorowi”. Była to moja pierwsza i jedyna rozmowa z Prusem. Jak widzimy — dość jednostronna.
Gdy Prus mówi o konieczności tworzenia bibliotek gminnych i miejskich, o potrzebie szkół rzemieślniczych, o zwalczaniu gruźlicy, o obłudzie szowinistów nawołujących do bicia Żydów i sprowadzających do własnych fabryk Niemców, gdy nawołuje do tworzenia bibliotek szpitalnych, gdy wyszydza skłonność do blichtru i fałszywej elegancji — i wszystko to właściwie można by przedrukować prawie bez zmian w dwadzieścia lat po jego śmierci.
W »Wyzwoleniu« nie ma słów szeregowców. Słowo zaczyna się od rangi generała. Na jednej stronicy »Wyzwolenia« można naliczyć pięćdziesiąt słów o najwyższej pozycji towarzyskiej: Śmierć, Wolność, Czyn …
Upajanie się rozkwitem wiedzy przyrodniczej i cywilizacji technicznej oraz pewnego rodzaju arogancja naukowa typowa dla początków naszego wieku mija i nawet powoduje, jak wszelkie samoupojenie, reakcje pesymistyczne. Biologia ukazała niepojęty uniwersalizm i dynamikę komórki, tego budulca życia organicznego. Niepokój wzbudziło odkrycie gigantycznych obiektów kosmicznych i świat mimo, a raczej na skutek pojawienia się nowych technologii staje się coraz bardziej groźnymi tajemniczy.
Mieszkanie Boyów na Smolnej, a potem na Krakowskim zdobił malowany przez Wyspiańskiego portret pani domu. Siadywałem tam na meblach przez Wyspiańskiego projektowanych. Bardzo były niewygodne. Opowiadał Boy, że gdy skarżyli się na to, że krzesełka są wąskie i zbyt spadziste, Wyspiański powiedział: „To umyślnie, żeby goście za długo nie siedzieli”. Ale siadywaliśmy tam i długo, i często.
Co pewien czas budzi się w naszej publicystyce troska o przywrócenie słowom ich prawdziwego znaczenia. Ostatnio w paru tygodnikach rozważano różne aspekty słowa „zaangażowanie”. Słowo to w czasach mojej młodości w powszechnym było użyciu, zwłaszcza w sferach teatralnych.
Dziś w epoce mass production zbrodni, Macbetha można by nazwać dramatem chałupnika.
… krewna Tetmajerów, powiedziała do mnie nagle w rozmowie: „Miałam właśnie list od cioci Isi z Londynu”. Ciocia Isia od lat kilkudziesięciu mieszka już w Anglii. Spotykałem w młodości paru uczestników „Wesela” i mam, oczywiście, niczym nie uzasadnione poczucie osobistej znajomości z bronowickim chochołem.
Wolę cynika niż fanatyka. Z cynikiem można się dogadać, a wierzący pana wykończy bez chwili wahania.
Po odnowieniu Veronese’a po raz pierwszy naprawdę zobaczyliśmy słynną veit veronese. Otaczają nas złudzenia zaciemniające rzeczywistość, mechanicznie powtarzane kanony, doraźnie raz użyte, a potem utrwalone w szkołach i encyklopediach. Jeśli szaleństwem jest zatruwanie powietrza i zanieczyszczanie wody, równym chyba szaleństwem jest zaśmiecanie źródeł wiedzy. W interesie wszystkich zainteresowanych należy uszanować prawo do obiektywnych informacji.
Parę tygodni temu dostałem zaproszenie na wieczór poświęcony pamięci Jana Lechonia, urządzony staraniem Towarzystwa Przyjaciół Warszawy w małej salce przy Stowarzyszeniu Muzyków. Była więc i przyjaźń dla Warszawy, i muzyka, tylko literatów nie było. Ani wśród organizatorów, ani wśród publiczności. Po prostu dwóch młodych aktorów i jeden muzyk upodobali sobie poezję Lechonia i w różnych stowarzyszeniach gościnnie recytują jego wiersze. Na widowni przeważali starsi panowie o nieco podniszczonej elegancji. Jeszcze kapelusz od Scotta, ale wstążka nieco już przepocona, jeszcze parasol z bambusową rączką, ale kołnierzyk dobrze skrojonej koszuli z lekka przetarty. Trochę przygodnej i domowej publiczności i kilkanaście par młodzieży płci trudnej do określenia.
Piękne wiersze i nieprawdziwy pamiętnik pisany w smutnym hotelowym pokoju emigranta. Niesprawiedliwy w ocenie ludzi. Bo cóż by mógł powiedzieć o moralnej postawie Kmicica ktoś, kto przeczytał tylko połowę książki i zostawił jej bohatera przy boku Radziwiłła.
