Już w domu. Właśnie Dorota postawiła przede mną wino o nazwie „La Mancha”. To kim ja się mam czuć?
A jeszcze kilkanaście godzin temu.:
Drogowskaz mocno zużyty podobnie jak widoczne z tego miejsca dawna fabryka płyt pilśniowych – obecnie malownicza ruina. Dorota twierdzi, że to tzw. efekt dinozaura. Bo gdyby w porę przerzucili się z płyt paździerzowych na winylowe, a z czasem z winylowych na CD, to mieliby robotę do dziś.:
Więc Pranie i doskonale nam znana biblioteczka-kramik.:
Dorota bierze powieść, która przypomina jej film o bolszewickiej snajperce, nieszczęśliwie zakochanej w „białym” oficerze.:
A ja – wiadomo. Ponieważ życie wiodę u Boku Doroty, to – siłą rzeczy – kłopoty to także moja specjalność.:
Do Prania Gałczyński wpadał, zaliczał tygodniówkę i pisał m.in. moją ulubioną „Kronikę olsztyńską”. Potrzebowałbym może trzech-czterech podpowiedzi i wyrecytowałbym ją jeszcze dziś całą z pamięci. Na podwórku poeta jak żywy.:
Widok z leśniczówki na jezioro też się nie zmienił. „Studio 202” śpiewało: „Zanim w Leśniczówce Pranie gigantyczny motel stanie…”. Na razie – odpukać – nie stanął.:
Na tym zdjęciu „Gała” pozuje z redakcją Przekroju, w którym, jak wiadomo, drukował. Tygodnik miał wtedy pół miliona nakładu i rozchodził się spod lady. Poeta to ten drugi od lewej, co można poznać raczej po zachowaniu niż twarzy. „Zielona Natalia” mogłaby „Srebrnemu Konstantemu” nieźle nastukać po dziobie.:
A propos – niedaleko pomnik „Zielonej gęsi”.:
„I pada świecy pełganie na twarz Jana Sebastiana…” To w Praniu.:

I już Łomżing. Na widok tych ulic samo się śpiewa: „Nie długa, nie krótka, lecz w sam raz…”:
Gdyby nie niedziela, kupiłbym tę koszulę. Ze względu na szlafmycę, oczywiście.:

Przy okazji zrobiłem drobny bilans:
Piłem w Pile – tak;
Spałem w Spale – nie;
Pisałem w Piszu – tak;
Grałem w Grajewie – poniekąd tak (siebie samego na spotkaniu z młodzieżą).
No, i – jak to powiedzieć? – oddawałem mocz w Szczawnicy – tak.










