Przymiarka do nowej audycji. Nagraliśmy z kolegą „mistrzem konsolety” pierwszy pilotażowy odcinek. Może coś z tego będzie, może nie. W takim razie pozostanie dokumentacja. :
Archiwum miesiąca: luty 2020
Ta ostatnia niedziela…
Jesienny wieczór
Milano
Mediolan. I od razu zaznaczam, że nie ma co się ekscytować doniesieniami z polskiego parlamentu, bo na przykład w jednym z muzeów mały Jezusek…:
Poza tym same banały. Pod katedrą jestem po raz kolejny i znowu nie wszedlem do środka. Kolejka i drobiazgowa kontrola. Cóż, trzeba będzie zrobić kolejne podejście.:
Galeria Wiktora Emanuela.:
Oczywiście La Scala.:
Targ staroci, na którym kupiłem nieco na ścianę (nie wiem, czy zmieszczę), ale nie z tego, co na zdjęciach.:
Potem mnóstwo różności, ale najważniejsze, że wiosna już sunie. Tramwajem. Może i do nas dojedzie…:
Wieczorem znowu katedra, ale już z okien muzeum sztuki współczesnej. Też mają niezłe odpały. Zwłaszacza ze zbiorów pana, który u nas śpiewał „Nie płacz, kiedy odjadę”.:
Daleko gdzieś Wenecja…
Rano z okna hotelowego w Villach ukazały się te Alpy, przez które tu dojeżdżaliśmy. Na horyzoncie, ale zawsze. Ale te wyższe były dopiero przed nami.:
Na ścianie okaz malarstwa hotelowego, który z miejsca skojarzył mi się z okładką pewnej płyty.:
Wenecja. Ostatni raz byłem tu aż 20 lat temu. Jakoś nie leżała po drodze, a i te tłumy odstręczały. Zwłaszcza w upał. Więc – Plac Świętego Marka i okolice. Zaczyna się karnawał, wszędzie sprzedają maski. Niektóre nawet gustowne:
Odsłuchane w samochodzie:
Sylwia Chutnik „Smutek cinkciarza” 2019. Czyta Zbigniew Buczkowski, że lepiej nie można. Na faktach. Cinkciarz miał na imię Wiesiek. Zamordowany we własnej windzie…
Alpy! Tu się oddycha!
Tym razem Alpy austriackie. Ale z tym oddachaniem to dokładnie tak jak w wiadomym filmie. Do Villach (niedaleko granicy włoskiej) dotarliśmy po zmroku. Więc Alpy dały się poznać tylko z licznych tuneli po drodze. Wcześniej Wiedeń, w Wiedniu Belveder.:
W Belvederze oczywiście najsłynniejszy obraz austriacki, „Pocałunek” Gustava Klimta. Ostatni raz podobny tłumek Japończyków przed jednym obrazem spotkaliśmy w Oslo przed „Krzykiem” Muncha. Kto wie, może to ci sami?:
Wieczór w Grazu.:





































