Archiwum miesiąca: czerwiec 2019

+ 37

Dlatego stukanie zacząłem o 4.00. Bo potem to już ładne parę godzin w komisji, która przyjmowała egzaminy licencjackie. Czasy się zmieniają, ale ja zawsze jestem w komisjach. Panu Kubie szło dobrze. Za dobrze. Więc na koniec rzuciłem pytanie: na której płycie jest „Money”. Niby więcej niż łatwe, ale pan Kuba w skrajnym stresie nie podał odpowiedzi, co uznałem za skandal. Kiedy po minucie wchodził następny egzaminowany, pan Kuba pokazał mi z daleka, korytarza tę kartkę. Niby w sumie zdał na bardzo dobry, ale jak ktoś na wyrywki nie zna rzeczy fundamentalnych…:

To egzaminy na kierunku: Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Ale promocje trwają i na innych kierunkach, zwłaszcza artystycznych. Dotąd żyłem w przekonaniu, iż wiem, do czego służy korkociąg…:

Jeszcze ostatni wyjazd. Cała Skandynawia z grubsza wygląda tak samo. Najczęściej tak.:

Norwegia. „Nasi tu byli”.:

I to ichnie widziwianie. Nasz hotel w Goteborgu. Hol główny. Po co takie wysokie sufity. Nie lepiej to dogęścić?! To samo na dworcu Oslo Centralna. Oj, muszą się jeszcze wiele nauczyć….:

Przyducha

W powietrzu +36, więc nawet leśny spacer mocno skrócony. Po prostu zatyka dech.:

Wyłoniły się dwie kwestie, które wywołały burzę wśród komentatorów tego bloga. Pierwsza to kwestia Opery w Oslo. Byłem w niej bardzo krótko – toaleta! – ale, jak Janek Himilsbach w Hali Mirowskiej, „zrobiłem kilka zdjęć”. Choćby z racji, iż Opera bardzo Halę Mirowską przypomina.:

Kwestia nieporówanie bardziej drażliwa to napastliwy skadynawski Gender, LGBT i podobne miazmaty. Wciskają się wszędzie. W centrum Oslo wstapiliśmy do Tęczowego Miasteczka, gdzie swoją obecnością cieszyli się najromaitsi hipsterzy – od homo przez les po trans, dalej nie będę wyliczał. W bramce musieliśmy się poddać powierzownemu obszukanku. Nie rozumiem dlaczego, przecież każde z nas swoje emblematy płciowe miało przy sobie, choć ich nie okazywało. W środku było miło, ale jakoś nie miałem śmiałości fotografować, choć było co. A poza tym tego jedynego zapachu, jaki unosił się w powietrzu – z racji spalania roslin trawiastych – nie da się sfotografować. Ale też w Oslo właściwie nie ma pomnika, statui, rzeźby, które nie opasywałaby dumna tęcza. No i widuje się plakaty, które u nas by długo nie powisiały…: