Wzruszenie dopadło mnie, gdy wróciliśmy z rodzinych celebracji na Pomorzu Zachodnim. Nie spodziewałem się bowiem, iż miasteczko Pruchnik, w którym byłem setki razy, ponieważ jest oddalone od mojego macierzystego Jarosławia (Podkarpacie) zaledwie o 20 km, będzie na ustach całej Polski, a w jakimś sensie i świata. Poprzednio o Pruchniku mówiło się szerzej ze 20 lat temu, gdy zastrzelono generała policji Marka Papałę, kolegę z równoległej klasy licealnej. Marek dojeżdżał do jarosławskiego Liceum z Pruchnika (ma tam na cmentarzu piękny grobowiec). I teraz taka niespodzianka na same święta. A przecież w Pruchniku byliśmy z Dorotą ledwie miesiąc temu i nic nie zapowiadało tak doniosłych wydarzeń. A może to my nie patrzyliśmy wystarczająco uważnie..?
Archiwum miesiąca: kwiecień 2019
„Śmierć w najszczęśliwszym dniu”
Wiadomo – pod angielskim psudonimem napisał to Juliusz Machulski. Ściągnąłem z sieci, ponieważ rzecz była opisana jako słuchowisko, a tymczasem to była ścieżka dźwiękowa starej „Kobry”. Wcale nam to nie przeszkadzało. Zwłaszcza, że znaliśmy i przedstawienie, i wiedzieliśmy, kto zabił.
Małgorzata Lorentowicz:
„Śmierć w najszczęśliwszym dniu”, reż. Jan Machulski
„Driving Rock Ballads”
Cappella Gabetta „Tango Seasons”
Alleluja!
Wszystkim, którzy tu zaglądają, wiosennego słońca na cały rok –
Dorota i Wiesiek










