Archiwum miesiąca: maj 2017

Radio Poznań, środa 24 maja 2017

Mili Państwo,
Dziś Dzień Ślimaka. Francuzi mają ślimaki za przysmak, ale ja tego nie powiedziałem, bo to jednak pora śniadaniowa. To już lepiej przypomnieć, że Józef Ślimak był bohaterem powieści „Placówka” Bolesława Prusa. Z tej lektury szkolnej wynika jednakowoż, że ten obrońca polskiej ziemi dlatego obronił ją przed zakusami kolonistów niemieckich, że był bardzo, ale to bardzo powolny.

Rocznice – ni to smutne, ni to wesołe. 24 maja 1543 roku zmarł Mikołaj Kopernik, opublikowawszy krótko przed śmiercią swoje rewelacje. Od tamtej pory komunikaty, które co rano słyszymy z radia: słońce wzeszło, słońce zajdzie, mają charakter wyłącznie poetycki. I są okropnie bałamutne. Najbardziej znany cytat z Kopernika? „Po pierwszym łyku stwierdziłem, że Ziemia się kręci. Po drugim byłem już tego całkowicie pewny”. A poza tym – Kopernik była kobietą.

24 maja rankiem 1609 roku król Zygmunt III Waza opuścił w raz z rodziną Wawel udając się do Warszawy. Na stałe. Uczynił to wbrew wielce ponówczas rozpowszechnionej pieśni kapeli o nazwie Pod Budziszczem – o składzie instrumentalnym: luteń, trąb, piszczałek i szałamaj – pieśni z refrenem: Nie przenoście nam stolicy do Warszawy.

Kryminalna Wielkopolska. W Jutrosinie – to między Krotoszynem i Rawiczem – policja zatrzymała dwóch obywateli Mołdawii, którzy byli głodni do tego stopnia, że włamali się do fiata punto, kiedy tylko zobaczyli, że właściciel zostawił w nim siatkę z zakupami ze spożywczaka. Wsiedli, z miejsca zaczęli jeść, przepłoszył ich dopiero nadchodzący właściciel. Nie uciekli daleko, wytopił ich pies policyjny, który wabi się Wolf. Internautom z miejsca nasunęło się podejrzenie, że to nie jeden pies, lecz cztery, ukryte pod wspólnym pseudonimem. A nazywają się Wormitz, Ohlers, Luebow i Fahrenwirst. Stąd WOLF. Założę się, że policjanci po godzinach wołają na niego gruppenfuhrer.

Nadciąga lato, z nim podróże. Sięgnąłem więc po podręcznik „ABC dobrego wychowania”. Książeczka ma trzy zalety. Po pierwsze kupiona została w Ciechocinku, a jest to – jak wiadomo – stolica polskiej książki, po drugie nie ma wymienionego autora, a po trzecie – i najważniejsze – w promocji kosztowała 2.99. Otwieram rozdział „Wyjeżdżamy za granicę”, który podaje zupełnie podstawowe informacje o narodach, z którymi przyjdzie nam się zetknąć latem. Czesi – okazuje się – to naród niezbyt gościnny, więc zaproszą nas raczej do piwiarni niż do domu. Tam zaoferują golonkę lub dziczyznę, po której podręcznik dobrych manier zaleca napicie się jakiegoś mocnego trunku. O zatruciu pokarmowym nie ma mowy wprost, ale i tak wiadomo, o co chodzi. Poza tym, jak się okazuje, Czesi są maniakalnie przywiązani do tytułów i chętnie wymieniają je przed nazwiskiem, nawet na nagrobku. No więc gdy slyszymy: „Dobry den, ja sem inziner Vondracek, nie odpowiadamy odruchowo: Doby den, ja sem Helena Vondrancova, lecz twardo, po polsku: Doby den, ja sem magister Andżelika Kozodój.

Przysłowia mądrością narodów. Przysłowie czeskie: Mowa jest srebrem, milczenie zlotem. Mluviti stříbro, mlčeti zlato. Tak by powiedział na przykład Krel Gott, gdyby go państwo spotkali na ulicy dajmy na to w Pardubicach. Nie należy jednak odpowiadać na to pod żadnym pozorem: Gott mit uns!

Radzi –
Wiesław Kot

Ptaki ciernistych krzewów

Zbigniew Wodecki. R.I.P.:

Sprawdziłem. Dokładnie 10 lat temu, 24 maja 2007 roku, zapowiadałam koncert p. Zbigniewa w Starym Browarze w Poznaniu. Teraz przypominam sobie piosenki, które są związane z różnymi momentami życia. Jak miliony rodaków. I słucham w kółko „Dziewczyny z konwaliami” w mistrzowskiej aranżacji na tej płycie.:

Niemal jednocześnie wiadomość o śmierci naszej z Dorotą koleżanki, Violetty. Udar. W trakcie przejażdżki rowerowej poczuła się gorzej. Reanimacja nie pomogła. Violetka była młodsza ode mnie o dwa lata. Ale – jeżeli tak wypada pisać – życzyłbym sobie podobnego zejścia. R.I.P.

Ostatni tydzień był o tyle znośny, że każdej wolnej chwili słuchałem powieści kryminalnej Norwega Jo Nesbo „Wybawiciel”. Policjant Harry Hole, ta depresyjna Norwegia tuż przed Bożym Narodzeniem, wątek imigracji chorwackiej. I detektyw, który musi podejmować decyzje jak postać z Dostojewskiego.:

Wrażenie byłoby bez porównania mniejsze, gdyby nie sztuka lektorska Mariusza Bonaszewskiego.:

Cannes, wspomnienie „Człowieka z żelaza” i zielone wiaderko.:

Dzwoni Urszula, bo zobaczyła mnie w TV. Mówię, że u nas na balkonie z jajek wykłuły się dwa gołąbki. Ale witryna na balkon non stop zasłonięta, żeby mamy nie denerwować, dosypujemy tylko karmę. I przypominam jej piosenkę „Pod moim dachem mieszkał ptak”. Dorota wystawiła wcześniej zdychającego kwiatka z nadzieją, że odżyje. Nie odżył. I teraz jak fotografuje ptaszki przez szczelinę w zasłonie, to wyglądają jak „ptaki ciernistych krzewów”.:

Jeden z publicystów na portalu „W sieci” zaczyna tak: „Fałszywe elity, tzw. celebryci znani z tego, że są znani, mocno przepłaceni artyści, którzy robią za speców od prawa i Konstytucji, miałczące piosenkarki…” Jaki stąd wniosek? Że publicysta musi mieć talent wokalny albo jakiś inny, bo jeżeli chodzi o talent do ortografii…

Radio Poznań, wtorek 23 maja 2017

Mili Państwo,
Solenizantów dziś cały wianuszek, wszystkich wymienić nie damy rady, więc tylko na B – Bolelut i Budziwoj. Podkreślam – to są regularne imiona, nie żadne przezwiska nadane solenizantom po zakrapianej imprezie.

Dziś Światowy Dzień Żółwia, Worl Turtle Day. Święto ma na celu uświadomienie światowej społeczności konieczność ochrony wszystkich gatunków żółwi. Jak najsłuszniej – bo choćby u nas, wstyd to przyznać, ale świadomość ochrony – wszystkich, podkreślam, wszystkich gatunków żółwia jest doprawdy żenująco niska.

W Polsce mamy zaś Dzień Spedytora, choć niektórzy mylą go z Dniem Kuriera i Przewoźnika, co jest oczywiście w najwyższym stopniu naganne. Dla odróżnienia – patronem spedytorów jest święty Mikołaj, ten sam, który dostarcza dzieciom prezenty szóstego grudnia. Czasem przynosi nie ten prezent, na który się czekało, albo w ogóle rózgę zamiast prezentu. Czemu się zanadto dziwić nie należy, bowiem święty Mikołaj jest równolegle patronem karczmarzy, piwowarów, winiarzy i gorzelników. I jako taki ma bardzo liczne grono czcicieli, przynajmniej u nas.

Wielkopolska kryminalna. Tu kradzieże nie zdarzają się, no prawie się nie zdarzają. Ale jak już, to przebiegają bardzo dziwnie. Miejscowość pod Złotowem. Tu mieszkała żona pewnego pana, który jednakowoż mieszkał w Złotowie. To – widać – regionalna forma pożycia małżeńskiego, przyjęta na północy Wielkopolski. Małżonek zatęsknił do żony do tego stopnia, że wybrał się do niej na rowerze. Po czym małżonka poznała, że mąż do niej przyjechał? Ano, po rowerze, który zaparkował na terenie jej posesji, a nie należał do niej. O czym niezwłocznie powiadomiła policję. Policja przyjeżdża i stwierdza rower i męża, który nim przyjechał. Dalej – policja zerka w komputer i okazuje się, że rower nie należy do stęsknionego małżonka, a w dodatku ma on dość specjalistyczny zakaz sądowy, mianowicie – zakaz prowadzenia jednośladów. Coś takiego dostaje się z reguły wtedy, gdy to jednoślad prowadzi kierowcę, zamiast odwrotnie. Ale tęsknota złotowskiego małżonka do podzłotowskiej żony, maniaczki przestrzegania prawa, była tak silna, że nie mógł się oprzeć, ukradł rower, byle tylko choć przez chwilę być blisko niej. Szekspir trzasnąłby na ten temat ze trzy tragedie miłosne.

A nas prowadzi to do pytania, czy osobliwe kradzieże mają w Wielkopolsce dostateczną tradycję.

Kartkujemy „Głos Poznański: bezpartyjne pismo codzienne” rok 1925. I cóż:

Z przedpokoju przy Chwaliszewie 192 znikł płaszcz męski wartości ca 100 zł. Kijak Adam obłowić się chciał tanio lekturą. Miłośnika drukowanego słowa przytrzymano jednak już kiedy kradł na Głównej Poczcie pakiet z książkami. Nieuczciwa dziewczynka ulotniła się z walizką pewnej pani wartości 200 zł. Działo się to przy Starym Rynku, w chwili gdy wspomniana pani oddała bagaż dziewczynce celem potrzymania. W kaczki i kury zaopatrzył się niejaki Stanisław Pawlak. Żywy inwentarz odebrano na dworcu głównym śmiałemu amatorowi. Cztery i pół wieprzy skradł Kazimierz Trojański z Winiar z Rzeźni Miejskiej. Opryszka oddano władzom policyjnym.

Wieprze, kaczki, kury… I kto tu uwierzy, że kradzione nie tuczy? Chyba tylko –
Wiesław Kot

Zielony las, Zielona Góra

Zielona Góra, Teatr. „Gdy przyjdzie sen. Tragedia miłosna”. Autorski spektakl Pawła Wolaka i Katarzyny Dworak. Rzecz skomplikowanej miłości dwojga młodych na mocno prowincjonalnej wsi. Oboje próbują się „wyrwać” – ze skutkiem tragicznym. Miejscami zbyt mocna nuta histeryczna, ale interesujące dwie godziny.:

Rakoniewice. Michał Drzymała świętuje jubileusz.:

 

 

Ale Doda śpiewa nie na jego cześć, lecz na święcie pieczarek.:

A nieopodal wystąpią większe gwiazdy.:

No, ale nie tak wielkie jak te w ofercie zielonogórskich tatuaży stów.:

Ale to wszystko blichtr, bo dzień na szczęście zaczął się na zielono.:

 

Zaćma


Julia Brystygierowa. Miała być wiwisekcja stalinowskiej zbrodniarki. A tu są wygibasy, dewocja, psudopsychologia. Dziwaczna metaforyka. Wszystko, byle nie powiedzieć, że jak była ograniczona, tak pozostała. Sporo takich portretów – jednak znacznie bardziej przekonujących – było w tomie Torańskiej „Oni”. Niczego nie zrozumieli.

Zaćma, reż. Ryszard Bugajski 2016

Radio Poznań, poniedziałek 22 maja 2017

Mili Państwo,
Dziś Międzynarodowy Dzień Różnorodności Biologicznej – cokolwiek to znaczy. Na wszelki wypadek wszystkich różnorodnych biologicznie pozdrawiamy. Z nadzieją, że podadzą nam rękę, a nie płetwę lub łapę.

No i patrz pan – byłyby nam uciekły interesujące rocznice z przedwczoraj i wczoraj. O mały włos a nie odnotowalibyśmy sobotniego Międzynarodowego Dnia Płynów do Mycia Naczyń. Na szczęście stary znajomy, Ludwik, przypomniał w ostatniej chwili. A wczoraj cały świat obchodził Dzień Odnawiania Znajomości. Wiadomo – znajomość raz odnowiona, dalej odnawia się samoczynnie, a znajomość raz nieodnowiona, też przestaje się odnawiać samoczynnie. I na tym polega urok znajomości. Grunt, żeby odróżniać znajomości odnawialne od nieodnawialnych.

Warte odnotowania rocznice. 22 maja 1981 roku powołano do życia Polskie Towarzystwo Informatyczne. Rzecz działa się w kraju, w którym obliczeń dokonywano tradycyjnie, przy pomocy liczydeł, a nieliczne luksusowe kalkulatory miała gabaryty dobrze wypieczonej cegły.

Zaległy przegląd prasy. Uzależniłem się od archiwalnych numerów „Gazety Ostrowska” i nic na to nie mogę. Wertuje rok 1960.

Ogłoszenia:
Za długi mojej żony Szczypkowskiej Władysławy z domu Tracz, zam. Wtórek, pow. Ostrów nie odpowiadam. Szczypkowski Czesław.

Zginął pies Azor. Proszę o zwrot.

Ciekawostki ostrowskie
Stołówka kolejowa na Węźle PKP posiada tylko 3 szklanki do piwa, i jeszcze w dodatku każdą inną, oraz tylko 7 szklanek do podawania herbaty.

Śladem naszych interwencji
W stosunku do nauczyciela Górskiego z Chyb pow. poznański za wykorzystywanie uczniów przy pracach w polu zostały wyciągnięte konsekwencje służbowe.

Nieuprzejmy personel Spółdzielni Mleczarskiej w Poznaniu przy ul. Daszyńskiego 5 został zwolniony, a kierownik przesunięty na niższe stanowisko.

Prezydium Miejskiej Rady Narodowej – Zarząd Nieruchomości Miejskich w Gnieźnie ustalił indywidualny wstęp do łaźni miejskich dla młodzieży za okazaniem legitymacji szkolnej na kwotę 10 zł, dla młodzieży korzystającej zbiorowo, pod dozorem opiekuna – bezpłatnie.

To ostatnie nie bardzo rozumiem – czyżby młodzi mieszkańcy ziemi ostrowskiej zamierzali jeździć się kąpać aż do Gniezna?

Co tam, panie, w Wielkopolsce? Szeroką dyskusję na forach wywołało włamanie do sklepu w Gołaszynie o trzeciej nad ranem. Włamywacze w trzy minuty wynieśli alkohol i papierosy za sześć tysięcy. Dyskutanci się podzielili – jak było do przewidzenia. Opcja numer jeden: „Nie ma pracy, żadnych perspektyw, żadnej nadziei na poprawę warunków życia i podostaje tylko kradzież aby się zabawić na tym łez padole.Najważniejsze że urzędnicy mają sowite wypłaty i premie a reszta narodu niech zdycha z głodu”. I opcja przeciwna: „Jak ktoś chce pracować to prace znajdzie. Prawda jest taka,że ludzi są leniwi. Żeby miec to trzeba rano wstać i pofatygować się do pracy! Właściciele tego sklepu muszą ciężko pracować, aby z czegoś żyć, a taki jeden z drugim przyjdzie i weżmie jak swoje ” bo musi sie zabawić na łez padole”.

No i opcja trzecia, też przewidywalna: „Do kamieniołomów z nimi!”

No tak, alkohol, padół łez, wiejski sklep, spasieni urzędnicy, trzecia nad ranem, kamieniołomy, brak nadziei. Żeby to zebrac w kupe i opisać przydałby się jakiś Wyspiański.

A wystarczyć musi
Wiesław Kot