Hans Zimmer „The Classics”. Lubię te jego niekończące się pasaże fortepianowe. Są notoryczne.:
Archiwum miesiąca: styczeń 2017
Radio Merkury, piątek 27 stycznia 2017
Mili Państwo,
Dziś – poza wszystkim – Dzień Pracownika Publicznych Służb Zatrudnienia. Pijmy więc zdrowie pań i panów z pośredniaka, póki mamy za co. Oni też nie mają lekko: Na jednego pośrednika pracy – jak to się oficjalnie nazywa – przypada dziś w Polsce ponad 100 bezrobotnych. Czasy takie, że wszyscy, prędzej czy później do nich zastukamy.
Kryminalna Wielkopolska. Miejscowi przestępcy szybko się uczą i działają z coraz większym wyrafinowaniem. Oto w miejscowości Przemęt, w Wolsztyńskiem, pewien recydywista w dziedzinie pozyskiwania nie swoich metali kolorowych i odsprzedawania ich w punkcie skupu złomu postanowił, że z placu budowy podprowadzi elementy aluminiowe, ale – sprytnie – nie wszystkie naraz. Zrobi to w dwóch ratach, na pewno się nie zorientują. To raz. Dwa – z fantami do skupu złomu nie poszedł Sm, lecz wysłał konkubinę. Trzy – że nie do najbliższego skupu, tylko kawałek dalej. W sumie opłaciło się, bo za części warte cztery tysiące złotych ten wirtuoz kradzieży, ten – nie wahamy się powiedzieć – Arsen Lupin wielkopolskich złodziei obsmyczył całe 700 złotych. I zupełnie nie ma pojęcia, jak to się stało, że namierzyła go policja.
Obowiązkowy kącik retro. Najpierw z rozrzewnieniem wspominamy, jakie to było kiedyś porządne miasto, ten Poznań. Oto „Kurier Wielkopolski: pismo Komitetu Wojewódzkiego Stronnictwa Demokratycznego w Poznaniu” rok 1949, a w nim zarządzenie prezydenta miasta w sprawie utrzymania czystości i porządku na ulicach: „Do ruchu pieszego służą wyłącznie chodniki. Na chodnikach należy chodzić prawą stroną, nie wolno tamować ruchu przez przystawanie itp. Zabrania się chodzenia pod rękę więcej niż dwu osobom, zatrzymywania się na narożnikach, u wejść do sklepów i domów oraz na przejściach wyznaczonych dla przekroczenia jezdni. (…) Za wykroczenia przeciw powyższym przepisom drogowym winni pociągnięci zostaną do odpowiedzialności karno-administracyjnej”.
Karnawał zmierza ku końcowi, więc żebyśmy tylko zdążyli z zareklamowaniem – za przedwojennym „Życiem Poznania: tygodnikiem reklamowym, kulturalnym, społecznym ” – co znakomitszych lokali Poznania. I tak, cytuję: „Oto niemal u wylotu wąskiego i cichego w nocy Pasażu Apollo na czworobok dziedzińca pada pęk światła, a spoza uchylonych drzwi i kotar dolatują upojne dźwięki muzyki. To „Palais de Danse”, reprezentacyjny lokal nocny Poznania. To świat inny, świat baśni i fantazji, opiewany w powieściach i malowany na srebrnym ekranie. W gamie tęczowych świateł w takt podrywającej muzyki siedmioosobowego zespołu pod kierownictwem p. Wojciechowskiego pulsuje życie”.
Dalej: ”Ungaria” – Plac Wolności 14 – reprezentuje bogaty repertuar rewiowy z udziałem znanych sił artystycznych jak Baryka, Zawislowski, Hańcia, Gierżybek oraz Mękowski. Atrakcja – fruwając gęś”.
Dalej: „ W dzielnicy dolnej miasta przy Starym Rynku prym wiedzie restauracja „Pod Bachusem”. Gustowne wnętrze, pomysłowe dekoracje kwietne i zespół muzyczny Fonny Trach Boy, weseli i pełni wigoru chłopcy, którzy nawet z zatwardziałego mizantropa potrafią wykrzesać iskrę radości”.
Ach, ta iskra! Już miałem biec do Bachusa, ale przypomniała mi się złota myśl klasyka: „Bardziej niebezpieczna jest iskra na starość niż pożar w młodości”.
No to ja grzecznie wkładam papcie i pod koc –
Wiesław Kot
Pan Bóg kocha disco polo
Rankiem TVN24. Oscary, oscary, bla, bla…:
Potem czasu starczyło, by po trasie, po której jeszcze przedwczoraj łaziłem, przejechać się samochodem. Strzeliłem sobie bodaj ślepaka.:
Jeszcze z soboty w Muzeum. Józef Pankiewicz „Ryneczek Lidla”.:
Czytam: „Zenek Martyniuk: >Modlitwa to ważna rzecz i od niej zaczęła się moja kariera<”. Pan Bóg musi kochać disco polo. Ale w takim razie kto jest odpowiedzialny za karierę Joplin czy Hendrixa. Bo kto odpowiada za karierę takiego Behemotha – wiadomo.
Czytam: „Uroczysta gala tygodnika wSieci. Jarosław Kaczyński >Człowiekiem Wolności 2016<„. W piśmie relacja na bieżąco. Porywają już pierwsze zdania: „18:55. Goście zajmują ostatnie miejsca w sali Filharmonii Narodowej”. Ja bym od biedy napisał, że ostatni goście zajmują miejsca. Bo tak sadzać gości w ostatnich miejscach. Tu kończę, ponieważ pewnie nie sprostałbym dalszej lekturze…
Pokolenie JP2 ujawniło się tym razem w Białymstoku.:
Kings Of Classic Rock
Radio Merkury, czwartek 26 stycznia 2017
Mili Maństwo,
Dziś Światowy Dzień Celnictwa. Świętują celnicy i grzesznicy wszystkich krajów. W Kościele katolickim dziś – uwaga! – Dzień Islamu. Mamy nadzieję, że obchody nie będą zbyt huczne.
A teraz – pozwolą Państwo – odezwa. Biorę ją z łamów pisma „Goniec Wielkopolski: najstarszy i najtańszy niezależny dziennik demokratyczny” z roku 1930, ponieważ nie zestarzała się nic a nic. Jest to Odezwa Ligi Katolickiej pod tytułem: „O zdrowie moralne narodu”, która to odezwa zapodaje i wzywa, cytuję: W kioskach i na ulicy sprzedaje się pisma ilustrowane, pełnie niewybrednych i tłustych konceptów. Szereg filmów uczy codziennie metodycznie a poglądowo, jak należy służyć zmysłom, deptać przykazania moralne. Nie brak wręcz praktycznej nauki kradzieży i rozboju, zło moralne otacza się aureolą głębokich a tragicznych przeżyć. W teatrach i na estradach rozzuchwala się coraz bezwstydniej kult nagości i plugawego słowa. Książki o treści wyuzdanej krążą od ręki do ręki i wpychają młode zwłaszcza dusze w bagno zepsucia. (…) Trzeba nam zmobilizować prasę, stowarzyszenia i związki do trwałej walki z powodzią zła, zalewającą z tajemnych basenów Polskę. (…) Nie po to wyszła Polska z domu niewoli, aby się zadusić w gnijącej atmosferze rozkładu moralnego”. No cóż, Liga Katolicka mówi w odezwie o zepsuciu, ale chyba nie wie, o czym mówi. Dlaczego? Bo Liga Katolicka nie była na naszej pierwszej lepszej stacji benzynowej, czy w Żabce, gdzie trzy górne półki zawsze zarezerwowane są na materiały, które – gdyby ówczesna Liga Katolicka zobaczyła, to na pewno nie napisałaby odezwy. Dlaczego? Bo po przekartkowaniu tylko jednego pisemka padłaby trupem na miejscu.
Wielkopolska filmowa. Proponuję „powrót do przyszłości”. Jest sobie rok 1937 i poznańskie kino „Metropolis” wyświetla film pt. „Rok 2000”. Czytam: „Kinomani przeżywają prawdziwą sensację – przeniesieni do krainy fantazji w roku 2000, podziwiają przepych i potęgę cywilizacji w dziale maszynerii nowoczesnej konstrukcji”. Zapewne, zapewne. Choć z tym przewidywaniem przyszłości zazwyczaj jest tak, że wyobrażamy sobie, iż w przyszłości będzie to samo, co teraz, tylko bardziej. Samochody, ale szybsze, telewizja tak, ale trójwymiarowa itp. Jakoś nie spodziewam się, by w filmie pod tytułem „Rok 2000” z roku 1937 padła kwestia: „A teraz zobaczmy, jakie będą w roku 2000 najbardziej popularne tematy na fejsie”.
Ale nie wymądrzajmy się o przyszłości, za to zacytujmy kogo mądrego i głębokiego. „Człowieka tak bardzo pochłaniają myśli i plany na przyszłość, że przypomina sobie o życiu dopiero wtedy, gdy jego dni na ziemi są policzone. Ale wówczas na wszystko jest już za późno”.
No i skucha, bo miał być kto mądry, a to tylko Paulo Coelho. I ja –
Wiesław Kot
Chłopiec na drabinie
Nominacje do Oscarów. TVN na ulicy. Tym razem najpierw ja pstryknąłem ekipę.:
A potem ekipa mnie.:
A Polsat to już ze studia na żywca.:
Parę dni temu w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Ekspozycja stała po raz nie wiem który. I zawsze przystaje przed tymi samymi obrazami i zawsze te same pomijam. Tu imaginacyjny portret Doroty autorstwa Zbigniewa Pronaszki z roku 1920. Wtedy Dorota (zawód: bibliotekarka) była jeszcze całkiem młodą dziewczyną.:
Tego przekrzywionego kwadracika ciągle nikt nie poprawił, mimo że już dawno zwracałem uwagę, że się obluzował. Tyle ich tam łazi i pilnuje, żeby niczego nie dotykać, a nikomu się nie chce naprawić dzieła sztuki.:
O tym zmarnowanych przez Kantora parasolach to mi się już i pisać nie chce.:
Na takim krześle to bym usiadł i posiedział, ale – znowu – „dzieło sztuki”.:

Jak mam za dużo roboty i spraw, czuję się dokładnie jak ten chłopiec na szczycie drabiny u Malczewskiego.:
A to Strzemiński, którego wykończyła władza ludowa (patrz: film). Jak tak malował, to sam sobie winien.:














