Archiwum miesiąca: marzec 2015

Polskie orły

Te najlepsze córki i synowie Ziemi Gnieźnieńskiej były dziś katowane w murach tamtejszego Liceum przez bezlitosnego prelegenta.:

s1

W tygodniku Przegląd okładkowy materiał o przebojowym warszawskim kabarecie Pożar w burdelu. Pisało mi się tym przyjemniej, iż nazwa kabaretu w formie syntetycznej oddaje to, co sądzę o własnym życiu.:

s2

Odsłuchanie (tym razem z radia samochodowego) powieści Stanisława Antoniego Wotowskiego „Sekta diabła”.:

s3

Jak zwykle u tego przedwojennego wyrobnika pióra – ówczesne salony warszawskie i satanistyczny kult Bafometa, w który wciągane bywają panny i panie z najlepszych domów. A dookoła nich pełno lawirantów, szalbierzy, naciągaczy, szantażystów. I ta polszczyzna, w której tuzinkowy autor z kurierka sili się na wysłowienie ze sfer. Lektor, Sławomir Holland,  po prostu wie, jak to czytać. O czym z radością przekonuję się po raz kolejny. Rzadka przyjemność.

Z niedawnych wspomnień. Polskie orły. Orzeł – wersja agresywna:

s4

Orzeł wpieniony na maksa:

s5

Orzeł, który dostał w łeb i nie bardzo łapie, co się dzieje:

s6

Orzeł, który z ulgą i radością udaje się do niewoli:

s7

Z drobnych obserwacji. Włodawa. Tu, wraz z całą miasteczkową społecznością, powzięliśmy wiedzę na temat prowadzenia się niejakiego Szarego.:

s8

Acts of Love

Borah Bergman, Lol Coxhill & Paul Hession “Acts of Love” (2005). Borah Bergman: piano. Do tego saksofon sopranowy i bębny. Mocno odjechane. Na płycie piszą, że pianistyka Bergmana pochodzi “from somewhere else, classical, cantorial, exclamatory, de profindis clamavi”. I to by się zgadzało. Zwałaszcza owo “de profundis”.

s9

Yemen – Music Of The Yemenite Jews

Robinson, Zimpel, Zerang, Rogiński „Yemen – Music Of The Yemenite Jews” (2012). Trochę folku, muzyki, etno i jazzowe improwizacje. Obsada międzynarodowa. Wpływy muzyki jemeńskiej trudno tu wyśledzić. Może w rytmice, która brzmi dość orientalnie. Może w klarnecie, który słychać jak z orkiestry klezmerskiej… Często te improwizacje przechodzą w zbiorowy jazgot. I to już pachnie teatrzykiem studenckim.:

s10

Mały, biały domek

Zaległości.
Mieliśmy na Roztoczu słuchać szumów nad Tanwią. Ale zrobiła się szósta, z  nią zmierzch. I musiał wystarczyć szum młyna wodnego w przydrożnej karczmie w Tomaszowie Lubelskim.:

w1

Mielec. Industrial.:

w2

Wielkoprzemysłowej klasie robotniczej oferują tu „mały, biały domek”. Niby jak z piosenki Fogga, ale mnie to ciut przypomina koszary.:

w3

Synagoga w Chmielniku (bardzo nowoczesne muzeum sztetł). Jedyna na świecie bima (miejsce odczytywania Tory) ze szkła.:

w4

W Rakowie szukaliśmy domu, w którym nasi arianie  (Bracia Polscy) mieli swoją Akademię, drukarnię itd. Miasteczko małe (rynek ogromny), ale jakoś nie mogliśmy znaleźć. Dorota pyta więc przechodnia o „dom arian”. „- Marian? Jaki Marian? Nie znam żadnego Mariana!” – odpowiada przytomnie miejscowy. A przecież do myślenia mogłaby mu dać nazwa knajpy, w której – wydaje się – bywał dość często.:

w5

Szydłów nazywają „polskim Carcassonne” z powodu podobieństwa miejskich fortyfikacji.:

w6

Samo Carcassonne odwiedza rocznie 3 miliony turystów (byłem!). Szydłów pewnie trochę mniej. A szkoda, bo są tu niezwykle klimatyczne miejsca. Miło zobaczyć, że czas płynie, a pewne rzeczy się nie zmieniają.:

w7

Zamek Krzyżtopór w Ujeździe. Mały, ale za to gustowny.:

w8

Takiego wieczornego nieba jak nad Podkarpaciem nie ma nigdzie.:

w9

Night Lakes

Krzysztof Ścierański „Night Lakes” (2014). Ścierański na basie i na gitarze, w tle personel pomocniczy. Klimaty raczej fusion niż jazzowe. Płyta pomyślana jako przegląd fascynacji z całego muzycznego  życia, więc muzyka biegnie w różne strony. Trafi się Nawe rytm and bass. Miła końcowa ballada śpiewana przez Grażynę Łobaszewską. W sumie stylistyczna składanka. Szkoda trochę.:

w10

Solo Piano At Schloss Elmau

Vladyslav Sendecki “Solo Piano At Schloss Elmau” (2010). Gra miękko, ledwo dotykając klawiatury. “Lulajże Jezuniu” wplata jak Chopin w “Scherzo h-mol”. Kompozycje własne, często zahaczające o folklor. Niemiecki, karpacki. Ale to zmierza ku autonomicznemu, własnemu światu pianistycznemu. Sendecki z wchłaniania różnych etnicznych trendów uczynił specjalność. I to wszystko brzmi spójnie, „po sendeckiemu”.:

w11