Archiwum miesiąca: kwiecień 2014

Precz z Żydami!

Z okazji Świąt na Pomorzu Zachodnim. Miły widok: jest Wielka Niedziela, szósta rano, co wioskę tłumy spieszą na rezurekcję. Przed każdym kościółkiem ten sam widok – strażacy w galowych mundurach, którzy za chwilę ubarwią mszę, stoją z boku i palą ostatniego papierosa. Jego dym miesza się z dymem z kadzideł, które nieopodal palą ministranci.

To dopiero numer! Marek Karewicz (brat Emila, Brunnera), fotograf wszystkich sław big-beatu w najnowszej książce ujawnia, że Seweryna Krajewskiego wyrzucono z Czerwonych Gitar nie za to bynajmniej, że zanadto zdominował swoją osobowością muzyczną innych kolegów z zespołu, ale dlatego, że – jest Żydem. No jasne, żaden szanujący się polski i aryjski bigbitowiec nie będzie basował jakiemuś gudłajowi. Big-beat dla Polaków!

W moich stronach dzień jak co dzień. Dwójka nożowników napadła na ulicy na grupę nastolatków w celach rabunkowych. Zamierzali się obłowić i obłowili się. Przystawiając nóż do szyi zrabowali wszystkie, ale to wszystkie pieniądze, jakie chłopcy mieli. Czyli całe 7.60. Ale to nie wszystko, bo w ich łapy wpadł prawdziwy skarb – paczka papierosów (co z tego, że napoczęta) warta przed otwarciem 12.60!

I to ma swoją cenę. Jeden nożownik trzy lata od razu, drugi dwa lata w zawiasach na pięć. No, ale przynajmniej chłopcy będą wiedzieć, że nie kiblują całkiem za friko. 

TVN i Polsat znowu z pytaniem o Hollywood. Gwiazdor kina hinduskiego, Salman Khan, tamtejszy Stallone, w Warszawie nareszcie odetchnął. Chodzi po ulicach i nikt go nie pokazuje palcem, nikt go nie nagabuje o autograf. Co za ulga!

Aktor Marek Frąckowiak ma poważne kłopoty zdrowotne – informuje prasa. Na to Internet, że co to za aktor, że nikt go nie zna. A kto mówił słynne: „Jak chcę, kurwa, do biura!” No, ale jak się nawet „Psów” nie oglądało…

Planeta małp

Nuncjusz apostolski w Polsce krytykuje stawianie pomników Janowi Pawłowi II. Internet delikatnie prostuje, że trochę na to za późno, bo te pomniki już postawiono. Jakaś dobra dusza idzie w szczegóły: „Dęby JPII – 410, Szkoły JPII – 1058, Pomniki JPII – w Polsce 482 i aneks o kolejne 17, czyli 499 plus 126 za granicą (stan na 2008 rok). Skandalem jest, że tylko 7 pomników jest w Opolskiem.”

I już mnożą się pomysły: „Należało by wprowadzić limity. Sołectwo 1 pomnik. Gmina 5. Powiat 30. Województwo 100. Polska maksymalnie 10 000. Nadwyżki wysłać do Rzymu i Watykanu.”

A już się bałem, że gender zanika. A tu, proszę, pani prof. Pawłowicz niestrudzenie tłumaczy, tym razem portalowi z Ostrołęki:

„Co to jest gender?

Niech pan nie używa tego słowa! Nikt nie wie naprawdę, co to jest gender. Tego nie da się wytłumaczyć. Po angielsku oznacza rodzaj. To jest nazwa mająca ukryć metodę ludzi, którzy chcą wprowadzić rewolucję obyczajową. Za nazwą, której nikt nie rozumie pokolenie 68 roku chce zmienić wszystkie rządzące prawa naturalne na zasadzie ,,hulaj dusza piekła nie ma’’. Jest to zasada, w której każdy ustala czy jest kobietą czy mężczyzną. Może to doprowadzić nawet do związków intergenetycznych, typu związek człowieka z małpą – oczywiście, nie jest to słowo naukowe.”

 

Łzy kota

Straszna jest historia przedstawionego na zdjęciu kota. Chodził sobie leniwie po knajpie w Kazimierzu nad Wisłą, kiedy weszliśmy tam z Dorotą. Ona cierpi na regularną felinofobię, czyli paniczny lęk przed kotami. To, że z Kotem mieszka pod wspólnym dachem natomiast jej nie wadzi. Ja tego kota zobaczyłem, ale – myślę – może pójdzie gdzieś w kąt i będzie po sprawie. Zamówiliśmy. I wtedy kocisko wlazło Dorocie w pole widzenia. Poderwała się jak oparzona i krzyczy do kelnera, że anulujemy zamówienie i wychodzimy. Kelner zgłupiał i pyta, co się stało. Wyjaśniam. Pokręcił z niedowierzaniem głową i powiada, że w tej sytuacji, to oni kota wypędzą na dwór. Trzeba było widzieć te pełne nienawiści spojrzenia ludzi przy sąsiednich stolikach.

 

Jak woda z nieszczelnego kranu

Literalnie nic – poza stukaniem w klawiaturę. I, jak zwykle, końca nie widać.

Nic lepiej nie odda monotonii upływającego czasu niż wycięty na chybił-trafił fragment felietonu mojego ulubionego banalisty, ks. infułata Skubisia, naczelnego „Niedzieli”:

„W Niedzielę Palmową młodość wychodzi naprzeciw Chrystusowi, rzuca palmy pod Jego stopy, wołając: „Hosanna!”, i cieszy się Bożym słowem, Bożą siejbą – ziarnem Ewangelii rzucanym tak pieczołowicie w glebę ludzkich serc. Obecnie tak wiele tego ziarna jest marnowane przez różnorodne oddziaływanie medialne, które zachwaszcza umysły i serca młodych, sieje zamęt w duszach, prowadzi na manowce. Dlatego wszystko, co czyni Kościół, także propozycja „Niedzieli” w postaci „Niedzieli Młodych”, oraz najpiękniejsze idee, które przyświecają takim młodym ludziom, jak wspomniane harcerki czy młodzież skupiona wokół wielu ruchów i stowarzyszeń katolickich – nie mogą być zaprzepaszczone. Jest to bowiem ziarno rzucane przez Boga samego, słowo Jezusa Chrystusa – Zbawiciela świata. Radosna Nowina o zbawieniu. Czyż może być coś wspanialszego niż ukazanie człowiekowi Bożej idei zbawczej? To idea wybawienia od grzechu, idea służby wartościom, odnalezienia prawdziwego skarbu. Człowiek, który go odnajduje, czuje się odnowiony, spełniony, nie zniszczy swojego życia i dostąpi zbawienia wiecznego. Można mieć przeróżne cele w życiu, wielkie osiągnięcia, ogromne fortuny i majątki, ale to wszystko może prowadzić do przepaści. Są inne dobra – dobra duchowe, które mają wymiar wieczny – one nie butwieją, nie zniszczy ich robak ani rdza i zawsze będą nadawać sens i stanowić o rozwoju zarówno pojedynczego człowieka, jak i całej ludzkości.”

Sprawa ks. abp. Hosera- rozmawiał z parafianami z Jasienicy, do mediów nie wyszedł, kościoła nie otworzy, rezurekcja będzie na zewnątrz. Internet: „Na Wielkanoc robi sobie jaja.”

Podejrzana uprzejmość

Arcybiskup Hoser nareszcie kazał zamknąć kościół w Jasienicy (ten od ks. Lemańskiego) tłumacząc to obawą przed „sprofanowaniem liturgii”. Internet odpowiada, jak zwykle „Misiem”:  „Zamykanie kościoła aby nie profanować liturgii to jest bardzo dobra koncepcja….
Czy konie mnie słyszą….???”

Dziś przed „Biedronką” milicyjny radiowóz, który spisuje jakiegoś obszarpańca. Parkuję blisko i słyszę o co poszło. Obszarpaniec podchodził do klientów i pytał uprzejmie: „- Czy pan może na zakupy?” z reguły słyszał: „- Tak. A bo co?” „- Nic, wobec tego zapraszam bardzo”. I obszarpaniec wskazywał drzwi. Ktoś go podpieprzył i został pouczony przez funkcjonariuszy, by nie przesadzał z uprzejmością w miejscu publicznym. To się zawsze wydaje podejrzane.

W mojej skrzynce na listy dwa interesujące druki. Przyjąłem je z radością i ulgą. Pierwszy to ulotka Świadków, która pociesza mnie tytułem bijącym z pierwszej stronicy: „Kres wszelkich cierpień już bliski.” A druga zaprasza do siedziby firmy: „Centrum Nagrobków Granitowych, ul. Dąbrowskiego…”