Archiwum miesiąca: styczeń 2014

Za Stalinu, za rodinu, na boj…

http://www.youtube.com/watch?v=HmGVg7Nw1XM

 
A propos Lenina. Tajemnicą jest dla mnie popularność w Polsce Chóru Aleksandrowa. Jak go pokazywali w telewizji PRL-owskiej, to – pamiętam – zęby zaczynały boleć od razu. A oni przyjeżdżają tu do nas z całym tym armijnym sztafażem, śpiewają te swoje „Katiusze” i zapełniają największe sale. Trochę to bliskie sytuacji hipotetycznej, kiedy to do Polski na tourne wpadłby zespół Wehrmachtu. I zaśpiewał, powiedzmy: „Die Strassen frei fur grauen Batallionnen, SA marschiert…”
A jak Chór Aleksandrowa śpiewa „Czerwone maki”, to już głupieję zupełnie.

Leninowską drogą

Temperatura opadła nieco poniżej zera, ale opadła złośliwie. Bo wcześniej spadł deszcz i w związku z tym samochód pokrył się pancerzem z lodu. Skrobałem cholerę równo pół godziny (łamiąc skrobaczkę), a i to widoczność miałem jak Grigorij w „Rudym”. Ale moje kłopoty to pikuś przy tych wszystkich pociągach, które godzinami stoją w polu. Lata mijają, a powiedzonko z czasów gierkowskich pozostaje aktualne: „Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery.” Jak minister Bieńkowska zareagowała na to stwierdzeniem: „Sorry, ale taki mamy klimat”, to Internet natychmiast podsunął jej kwestię palacza z „Misia”: „Jak jest zima, to musi być zimno, pani kierowniczko.”
Akurat wypadła 90-ta rocznica śmierci Lenina. Od kiedy pamiętam, zawsze świętowano jakieś rocznice leninowskie. Przy ognisku zaś śpiewaliśmy:
„Dziś w telewizji nie wystąpi zespół Novi,
Bo cały program poświecony Leninowi…
A kiedy nie chce ci się rano podnieść dupska,
Przypomnij sobie jak walczyła Nadia Krupska…
A w Poroninie żyje jeszcze taki baca,
Co Leninowi kwaśnym mlekiem leczył kaca…
Że dzisiaj wszyscy nasi chłopcy są morowi,
To wielkie dzieło zawdzięczamy Leninowi…
Itd. na bieżąco komponowało się rymowanki.
Ale na akademiach trzeba było recytować: „Na małej stacji w wiosce Poronin, gdy pociąg stanął wśród zgrzytu szyn…” Pamiętam to do dziś w całości.
Stwierdzam przedziwną karierę słówka „razem” w telenowelach. „Oni są ze sobą razem już trzy lata.” „Oni siedzieli w pokoju i się razem całowali.” „On z nią razem się kochają”. „Chodź, usiądziemy i razem porozmawiamy.” All together!
I kolejny przymus umysłowy, który się zastraszająco upowszechnia: rysowanie „stanu ogólnego”. Jak w Internecie pojawi dowolna informacja o tym, że coś w Polsce nie działa, jak powinno, natychmiast pod spodem wyskakuje setka wpisów ze „stanem ogólnym”. Dyskutanci nie podają jak konkretną sytuację naprawić, jakie są możliwości, alternatywy, kto się powinien tym zająć, tylko kreślą „stan ogólny” ojczyzny. Że przy „okrągłym stole” nastąpiła zdrada, że narodowy majątek rozkradli, że esbecy się uwłaszczyli, że Mazowiecki był Żydem, a Wałęsa „Bolkiem”, że rosyjska okupacja trwa, a w Smoleńsku był zamach. Komuś, kto to wypisuje, bynajmniej nie przeszkadza, że przed nim i po nim są setki bardzo podobnych wpisów.
Na zajęciach z gatunków dziennikarskich ćwiczenia z artykułu publicystycznego. Należy wybrać drobny problem, rozłożyć go na czynniki pierwsze, rozdzielić na poszczególne akapity, rozpisać na głosy itd. Młody człowiek ma napisać o transferze jakiegoś zawodnika z drużyny do drużyny. I nagle zaczyna czytać coś, co zupełnie nie trzyma się tematu. Pytam: „- O czym pan mówi?” „- Bo ja bym chciał dać szerszą wizję polskiej piłki…”  Co na to „Miś”? „- Od koncepcji to ja tu jestem, rozumiesz?!”

Chłop z chłopem spać będzie…

Kino polskie dawało odpór ideologii gender dostatecznie wcześnie. Ale my nie byliśmy na tyle oświeceni przez naszych biskupów, by odczytać te ostrzeżenia.
Oto jak Franciszek Pieczka (dziad proszalny i Pan Bóg w jednym) ostrzegał przed ideologią gender w filmie „Konopielka” już w roku 1981. I pomyśleć, że nam, durnym, wydawało się wówczas, że największym wrogiem jest komuna…
„Eee, widzę już nigdzie pokoju nie ma. Nawet u was diabeł penietruje. Od porządku, ludkowie moi jest Pam Bóg. On pilnuje, żeby wszystko szło, jak trzeba. I było jak na początku, teraz, zawsze i na wieki wieków amen. A diabeł chce zmieniać. Ulepszać. Słyszycie? Ulepszać. Już jemu mało, że krowa cieli się. Gdzie ta! On chce, żeby się źrebiła. O, do czego idzie?! Krowy będą się źrebili, kobyły cielili. Owieczki prosili… Chłop z chłopem spać będzie, baba z babą… Wilki latać będą, bociany pływać. Słońce wzejdzie na zachodzie, a zajdzie na wschodzie… (…) Oszukaństwo, złodziejstwo, kurestwo… Sodoma i Gomora!”

Bitwa pod Kłobuckiem

W Poznaniu stan nieważkości. Na ulicach i chodnikach szklanka. TVN24 jedzie do mnie i z drogi telefonuje, że nie dotrze na czas. Bo musi jechać 10 km na godzinę. Gadamy o filmie, w którym czwórka zwariowanych Jamajczyków zdobywa medal olimpijski w sportach zimowych. I czy to jest śmieszne? A cały sport jako taki nie jest śmieszny? To wyciskanie z siebie potu przez całe lata, żeby skoczyć pół centymetra dalej niż przeciwnik, przybiec pół sekundy wcześniej? I co kto z tego ma, że facet faktycznie przeleciał się o te pół sekundy do przodu. Nikt nie ma z tego dokładnie nic. Ale śledzą to miliony.

„Miś”, as usual. Na portalach internetowych reprodukują podobiznę pana nazwiskiem Targalski, współautora „Resortowych dzieci”. Komentarz: „Z twarzy podobny jest zupełnie do nikogo.”

„Budka Suflera” robi rundkę koncertów i kończy działalność. Po raz pierwszy na ich koncercie byłem gdzieś tak w 1977 w moim macierzystym Jarosławiu. Pamiętam, że muzycy kolumny głośnikowe i wzmacniacze sami przenosili z półciężarówki do sali koncertowej.

Żeby nie stracić kontaktu z bieżącym życiem ojczyzny, podczytuję, co w lokalnej prasie wyszperali dziennikarze Urbana. „Przed sądem stanie 25-letni Mateusz M., mieszkaniec wsi pod Kłobuckiem. Odpowie za wykorzystywanie seksualne 12-letniej siostry. Policja zatrzymała Mateusza M. w chwili, gdy pijany usiłował gwałcić nieprzytomną od alkoholu matkę.”
Byłem kiedyś na wystawie, w ramach której pewien plastyk oprawił w ramki prostokąt papieru pakunkowego, jakiego masowo używano w sklepach w PRL-u. Nosił wzór w kółeczka i laseczki. Poniżej artysta zamieścił legendę: „Kółeczka = oni, laseczki = my”. Całość była zatytułowana „Bitwa pod Kłobuckiem”.

Mam dać wywiad do portalu internetowego na temat gastronomii PRL-u. Wywiad przeprowadzi chłopak mniej więcej 25-letni. Proszę o przesłanie pytań. Dorota: „- Nie proś chłopaka o formułowanie pytań o PRL. Człowieku, on pewnie nawet nie wie, o co cię ma pytać. Dla niego PRL to jak obca planeta!”. Racja.

Puste miejsce

 
To już dziesięć lat jak się Niemen wziął i zawinął. Zrobiłem z nim kiedyś wywiad. Ale nie poszedł do druku. Był słaby, beznadziejny. Wolę pamiętać, że to z mojej winy. Ale też pamiętam, jak artysta mówił: „- Tak naprawdę w PRL-u było tylko dwóch prześladowanych artystów. Jeden to Stan Borys, a drugi – ja.” Wolę go pamiętać choćby z tego, jak sam ze sobą śpiewa na głosy: „Jołoczki sasonoczki”.

Ruszyło

Spiętrzenie takie, że nawet chwili na to, aby się w tyłek podrapać, o pisaniu nie mówiąc. Ale – wykroimy chwilę, aby porozmawiać.
Ulubiona kwestia z seriali: „- Czy chcesz o tym porozmawiać? – Tak chciałbym porozmawiać, ale kiedy porozmawiamy? – Jak tylko wykroję chwilę, to porozmawiamy. – Dobrze, to usiądźmy i porozmawiajmy. – Już siadam. Więc będziemy rozmawiać?  – Tak, właśnie będziemy rozmawiać. – To świetnie! Tak się cieszę, że nareszcie siedzimy i rozmawiamy. – Ja też! Jak to miło tak siedzieć i rozmawiać, prawda? – Tak! Jak ja z tobą rozmawiam i ty ze mną rozmawiasz, to nasze rozmowa jest naprawdę miła. – Rzeczywiście, miło jest, jak sobie tak rozmawiamy… – A jak już jest tak miło, kiedy rozmawiamy, to porozmawiajmy jeszcze trochę, kiedy się tak miło rozmawia. – Pewnie, bardzo chętnie bym porozmawiał, jak już rozmawiamy… – No to porozmawiajmy jeszcze trochę.”

Z innego serialu. Młody Kiepski ma problem, ponieważ jego żona uważa, iż posiada on zbyt mały atrybut. Ojciec pociesza go, jak umie: „ – Wiesz, z tymi sprawami jest jak z polskim filmem. Lepszy krótki a śmieszny niż długi i smutny.” Popieram z całej mocy.

W odpowiedzi na zagładę cywilizacji łacińskiej, jaką niesie „szatański pomiot gender” odezwały się Kielce. Byliśmy tam z Dorotą jakieś dwa miesiące temu. Sobota, wieczór, główny deptak, piękne oświetlenie i żywej duszy. Tylko pyszni się dzik wstawiony tam na cokół. W środku miasta! Gdzie wiadomo, kto ma stać na cokole! Jeżeli to nie jest gender, to ja już nie wiem…
I w tych Kielcach zrobili sesję naukową:  „Zagrożenia cywilizacyjne ideologią gender w świetle nauczania Jana Pawła II”. Wykładowcy m.in. dr Marek Czachorowski – filozof, etyk, wykładowca wyższych uczelni. Ja też jestem wykładowcą, ale nie ośmieliłbym się powiedzieć, że „wyższych uczelni”. Powiedziałbym skromniej: „Wykładam na niższych uczelniach.”

Z mediów: „W sandomierskiej katedrze można oglądać odsłonięty osiemnastowieczny obraz Karola de Prevota, przedstawiający rzekomy mord rytualny chrześcijańskiego dziecka, dokonany przez Żydów. Obok niego widnieje tablica wyjaśniająca, że Żydzi nigdy tego nie mogli zrobić, gdyż zabrania im tego własna religia.”
Bywałem tam jeszcze w latach 70-tych i to gówno wisiało sobie spokojnie w przedsionku katedry, więc nie byle jakiego kościoła i mnóstwo ludzi je oglądało. Żadnemu hierarsze nie przyszło do głowy, by to ściągnąć. Żydzi, którzy przerabiają chrześcijańskie dziecko na macę? Ależ proszę bardzo. I teraz: nie interesuje mnie obraz, nie interesuje mnie tablica objaśniająca. Interesuje mnie biskup, który pełni swoją posługę przez lat pięć. I obraz wisi. I przez następne pięć lat. I obraz wisi. I jeszcze pięć lat. A obraz wisi. I jeszcze, i jeszcze. Proszę mi opowiedzieć o tym biskupie, o jego życiu duchowym, o świecie pojęć, w jakich się obraca. O tym chce słyszeć! A potem o następnym biskupie, który sprawuje swoja funkcję. A obraz wisi. Pięć lat dziesięć lat. I jego świat duchowy. W co wierzy? Kogo uważa za wroga wiary?  O nich mi mówcie, o tym wywieszajcie tabliczkę!

Melodia ze stron ojczystych. W Jarosławiu (podkarpackie) trwają przygotowania do uplasowania pomnika śp. Lecha. Ma stanąć na rynku, ale tak, by nie burzyć porządku architektonicznego tego miejsca zagospodarowanego jeszcze na prawie magdeburskim. I tu się nasuwa rozwiązanie więcej niż oczywiste. Przecież na tym rynku, naprzeciw ratusza, przez kilka dziesięcioelci stał pomnik żołnierza radzieckiego, który podniesioną dłonią ocieniał oczy. Patrzył na wschód, do którego wracał po zdobyciu Berlina. I teraz śp. Lech może stanąć w dokładnie tym samym miejscu z dokładnie tym samym gestem. Ocieniać oczy i patrzeć na wschód. Jest mgła, czy nie ma mgły? Jest trotyl, czy nie ma trotylu?